Tyler chrapie – prawdziwie, szczerze *chrapie* – od co najmniej trzydziestu minut, przewieszony przez kanapę jak rozgwiazda, która w połowie gry w Monopoly straciła chęć do życia.
Głowę ma odchyloną do tyłu, usta lekko otwarte, włosy to plątanina mokrych loków wciąż schnących po wcześniejszym czasie, i jakoś wygląda… spokojnie.
Beztrosko w sposób, jakiego dawno u niego nie widziałam.
Uśmiecham się
















