Rozlega się dzwonek i cała klasa zrywa się gwałtownie, jakby ktoś podłączył gniazdo wiewiórek do prądu. Szelest papierów, zgrzyt odsuwanych krzeseł i wszyscy ruszają pędem do drzwi, jakby to była linia startu apokalipsy.
Tyler zarzuca plecak na jedno ramię i trąca mnie lekko łokciem.
– Musisz coś zabrać, zanim pójdziemy?
Kręcę głową, wieszając własną torbę na ramieniu.
– Muszę tylko skoczyć do sek
















