Pierwszą rzeczą, która napływa do moich myśli, gdy się budzę, jest ciężka, głęboka cisza –
nie ten zwyczajny rodzaj spokoju, który nadchodzi wraz z wczesnym rankiem, ale ta gęsta, ciążąca cisza, która sprawia wrażenie zasłużonej, gdy chaos w końcu się wypali.
Przez chwilę po prostu leżę, otulona ciepłem koca, z bladym wspomnieniem burzy ocierającym się o krawędź moich myśli.
Próbuję poskładać to w
















