Bez tchu pod władzą Dziedzica Alfy

Bez tchu pod władzą Dziedzica Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Ciepło basenu
Autor: Aeliana Moreau
28 lip 2026
Perspektywa Elodie Siedzę na zimnej łazienkowej podłodze przez coś, co wydaje się godzinami. Moje nogi drętwieją od twardych płytek. Oczy mam opuchnięte i piekące od niekończących się łez, a głęboki, rozdzierający ból promieniuje przez moją kruchą klatkę piersiową. Pomarańczowa buteleczka z tabletkami na blacie drwi ze mnie, gorzkie przypomnienie o ciężarze, który dźwigam. – Tato... – szepczę w pustą przestrzeń. Mój głos się łamie, ledwie słyszalny przez głośne dzwonienie w uszach. – Dlaczego mnie zostawiłeś? Nie wiem już, co robić. Rozpaczliwie pragnę, by po prostu się tu pojawił, właśnie w tej łazience. Potrzebuję, by otoczył mnie swoimi silnymi ramionami i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Potrzebuję, by powiedział, że nie jestem tylko klątwą, która powstrzymuje moją matkę. Ale w odpowiedzi słyszę tylko ciszę. Właśnie wtedy ciszę przerywa ostre brzęczenie. Mój telefon podświetla się na podłodze obok mojego kolana. Przecieram ciężkimi dłońmi twarz, ścierając świeże łzy, i chwytam urządzenie. Spodziewam się wiadomości od Maisie i Jovie błagających o zdjęcia domu Kiernana, ale na jasnym ekranie miga inne imię. *Nyara: Hej kochana! Chcesz się dziś spotkać? Przyjęcie w ogrodzie!* Wpatruję się w świecącą wiadomość. Przygryzam dolną wargę, czując słaby metaliczny posmak krwi. Część mnie chce napisać szybką wymówkę i zostać zamknięta w tej sterylnej łazience. Na samą myśl o spotkaniu z kimkolwiek po dzisiejszym koszmarze przewraca mi się w żołądku. Ale inna część mnie desperacko pragnie uciec. Siedzenie w tym ogromnym domu, ze świadomością, że Kiernan jest gdzieś pod tym samym dachem, przypomina zaciskającą się na mojej szyi pętlę. Duszę się w jego obecności. Nyara była jedyną osobą, która okazała mi odrobinę szczerej życzliwości, odkąd postawiłam stopę w tej nowej szkole. Wyjście z domu może być dokładnie tym, czego potrzebuję, by przewietrzyć głowę i przez chwilę odetchnąć. Szybko odpisuję Maisie i Jovie, mówiąc im, że wychodzę z przyjaciółką i pogadamy później. Następnie otwieram czat z Nyarą. *Ja: Jasne! Wyślij mi adres!* Jej odpowiedź przychodzi natychmiast, wypełniona tuzinem podekscytowanych emotikonów i pinezką z lokalizacją. Gdy tylko widzę adres, otwieram aplikację do zamawiania przejazdów i rezerwuję samochód. Ściągam ubrania i wchodzę pod prysznic, pozwalając gorącej wodzie zmyć lepką warstwę potu i niepokoju pokrywającą moją skórę. Dziesięć minut później stoję przed lustrem. Wciągam na siebie parę wygodnych, dopasowanych dżinsów i luźną, zwiewną bluzkę. Upewniam się, że unikam wszystkiego, co obcisłe i mogłoby uciskać klatkę piersiową. Muszę uważać na serce. Nagły skok tętna mógłby wywołać atak omdlenia, a nie mogę ryzykować, że zasłabnę dziś na oczach grupy obcych ludzi. Chwytam moją małą torebkę i cicho wymykam się z pokoju. Stąpam cicho korytarzem, mając nadzieję, że uda mi się wyślizgnąć niezauważoną. Ale moje serce zamiera w chwili, gdy wychodzę na rozległe podwórko, by dotrzeć do bocznej furtki. Kiernan. Jest na środku ogromnego, podświetlonego basenu. W wodzie jest z nim trzech innych chłopaków, chlapią się i śmieją na tyle głośno, że echo niesie się po ciemnej posiadłości. Nyara wspomniała dziś wcześniej o jego kolegach. Aris, Klay i Nolan. Opuszczam głowę, wbijając wzrok w drogie kostki brukowe. Muszę po prostu przejść obok nich, nie odzywając się słowem. Ale szczęście nigdy mi nie sprzyja. Klay dostrzega moją poruszającą się w cieniu sylwetkę. Przestaje się śmiać i wpatruje się we mnie. Sekundę później jego głośny głos przecina ciepłe wieczorne powietrze. – Kiernan? Czy to nie ta nowa dziewczyna ze szkoły? – woła Klay. Gwiżdże, wydając z siebie ostry, drażniący dźwięk. – Czekaj... nie mów mi... łał! Już ją zaliczyłeś? Jaka jest w łóżku? Może ją potem odstąpisz? Moje stopy przymarzają do chodnika. Zimny dreszcz obrzydzenia przebiega po mojej skórze. Swobodny, pogardliwy sposób, w jaki mówi o mnie jak o kawałku mięsa, przyprawia mnie o mdłości. Aris marszczy brwi i przesuwa się w wodzie blisko niego. – To głupie mówić coś takiego o kimś, kogo właśnie poznałeś – rzuca ostro. Klay uśmiecha się tylko drwiąco, nic sobie z tego nie robiąc. – Daj spokój... wyluzuj! Przecież tylko żartuję! Spoglądam w stronę środka basenu. Kiernan się nie śmieje. Jego szczęka jest mocno zaciśnięta. Chwyta krawędź basenu i powoli wynurza się z wody. Mimo jego ewidentnego okrucieństwa, zapiera mi dech w piersiach. Łapię się na tym, że gapię się na niego, nie mogąc odwrócić wzroku. Woda spływa po jego szerokiej, wyrzeźbionej klatce piersiowej, śledząc ostre linie mięśni i zanurzając się w głębokie wgłębienie w kształcie litery V na jego brzuchu. Ciemne, mokre włosy przylegają do jego czoła, a ciężkie krople spływają po grubej kolumnie szyi. Mój wzrok wędruje niżej, zanim zdążę się powstrzymać. Dziwne, niechciane ciepło rozkwita w dole mojego brzucha i spływa między moje uda. Nosi nisko opuszczone kąpielówki, a mokry materiał ściśle przylega do jego krocza, zarysowując ciężki kształt jego kutasa. Moje policzki płoną czerwienią. Odrywam wzrok, wpatrując się intensywnie w trawę. Co do cholery jest ze mną nie tak? Nigdy wcześniej nie patrzyłam w ten sposób na żadnego chłopaka. Traktuje mnie jak śmiecia, a jednak moje ciało reaguje na niego rozpalonym, ciężkim ciepłem. – Daj spokój stary... Ja mam gust – mówi płasko Kiernan. Pokojówka wybiega z patio i podaje mu gruby, biały ręcznik. Owiązuje go nisko wokół pasa i kieruje na mnie swoje przenikliwe spojrzenie. Z jego oczu bije czyste obrzydzenie. – Nie upadłem tak nisko, żeby być z kimś takim, widzieliście w ogóle jej twarz? Na pewno śniłaby mi się po nocach jako koszmar. Każde słowo uderza mnie niczym fizyczny cios. – To tylko pijawka, którą zaadoptował mój ojciec – kontynuuje Kiernan, podchodząc bliżej krawędzi basenu, by spojrzeć na mnie z góry. – Cóż... mój ojciec ożenił się z jej matką... wiecie, jacy bywają biedni ludzie... to wszystko łowczynie majątków. Chcą tylko wycisnąć z mojego ojca co do grosza, bo jest Alfą. Przygryzam mocno wewnętrzną stronę policzka. Miedziany posmak krwi pokrywa mój język. Walczę z gorącymi łzami, które pieką mnie pod powiekami. Nolan, który przez cały czas milczał, posyła mu współczujące spojrzenie. – To było chłodne, bracie... twój tata wie, jak bardzo kochasz swoją mamę, a już sprowadził kogoś na jej miejsce? Przykro mi, stary. Wargi Kiernana wykrzywiają się w okrutnym, mrocznym uśmiechu. – Nie martw się... nie pobędą tu długo. Wygonę je i udowodnię ojcu, że to tylko bezużyteczne pasożyty! Wśród pozostałych chłopaków wybucha głośny śmiech. Klay rzuca kolejny wulgarny komentarz na temat tego, co by zrobił, by dać mi nauczkę. Aris wygląda na zakłopotanego, ale trzyma język za zębami. Odmawiam Kiernanowi satysfakcji oglądania, jak się łamię i płaczę. Zmuszam nogi do ruchu, przyspieszając kroku, aż w zasadzie biegnę obok basenu i wybiegam za ciężkie żelazne bramy frontowe. Ich okrutny śmiech odbija się echem za mną, ścigając mnie wzdłuż długiego podjazdu. Mój transport już czeka przy krawężniku. Szarpię za klamkę, wskakuję na tylne siedzenie i zatrzaskuję drzwi. Opieram gorące czoło o chłodne szkło szyby. W chwili, gdy samochód rusza, łzy w końcu spływają po moich policzkach. Szlocham w dłonie, a dźwięk ten tłumi szum silnika. Poniżył mnie na oczach swoich przyjaciół. Sprowadził mnie do roli zwykłego, interesownego pasożyta. Ale co jest w tym wszystkim najgorsze? Część, przez którą w tej chwili nienawidzę samej siebie? Nie mogę przestać myśleć o tym, jak niesamowicie przystojnie wyglądał, wychodząc z tego podświetlonego basenu. Trzydzieści pięć minut później kierowca zatrzymuje się pod adresem, który przysłała Nyara. Biorę głęboki, drżący oddech i szybko wycieram mokre policzki wierzchem dłoni. Nie pozwolę, by Nyara zobaczyła, że płaczę. Wychodzę z samochodu w ciepłe, nocne powietrze. Miejsce tętni głośną muzyką i rozmowami. To ogromna impreza w ogrodzie na świeżym powietrzu. Świecące łańcuchy lampek zwisają z grubych gałęzi drzew, oświetlając długie stoły zastawione jedzeniem, czerwonymi kubkami i napojami. Przełykam ciężko ślinę, wycierając spocone dłonie o dżinsy. Niepokój zżera moją klatkę piersiową. Kiedy ostatni raz byłam na imprezie z Maisie i Jovie, zbytnio dałam się ponieść emocjom. Za dużo tańczyłam, za bardzo nadwyrężyłam moje kruche ciało, zemdlałam na parkiecie i obudziłam się w sterylnym szpitalnym łóżku. Mama wymogła na mnie obietnicę, że już nigdy nie pójdę na żadną imprezę. Obiecałam, że będę ostrożna. Ale stojąc tutaj, słuchając dudniącego basu i beztroskiego śmiechu nastolatków, chcę po prostu poczuć się dziś normalnie. W końcu ona też poszła na randkę. Wyciągam telefon i piszę Nyarze, że dotarłam. Sekundy później znajomy głos wykrzykuje moje imię. Nyara wyłania się z gęstego tłumu przy wejściu, z szerokim uśmiechem przyklejonym do twarzy. – Kochana! Udało ci się! – Zarzuca mi ramiona na szyję, przytulając mnie mocno. Mrugam, cofając się o krok, by jej się przyjrzeć. Moje oczy rozszerzają się ze zdziwienia. Nyara wygląda absolutnie oszałamiająco. Ma na sobie obcisłą, krótką dżinsową spódniczkę, która eksponuje jej długie nogi, w połączeniu z maleńkim białym crop topem. Jej twarz jest nieskazitelnie wykonturowana pięknym makijażem, a usta pomalowane błyszczącym, różowym błyszczykiem. Spoglądam w dół na moją prostą luźną bluzkę i zwykłe dżinsy. Nagle czuję się niesamowicie pospolicie i nie na miejscu. – Nyara... czuję się tak skromnie ubrana – mówię, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. – Dlaczego tak się wystroiłaś na zwykłe przyjęcie w ogrodzie? Śmieje się, wydając z siebie jasny, radosny dźwięk, i przerzuca swoje idealnie ułożone włosy przez ramię. – Naprawdę mnie o to pytasz? Daj spokój, Elodie. Wszyscy wiedzą, że idę na całość tylko wtedy, gdy na imprezie ma być mój obiekt westchnień. Zamieram. Krew ścina mi się w żyłach. Moje serce wykonuje przerażające, nieregularne uderzenie o żebra. – Czekaj... co? – pytam drżącym głosem. Nyara chwyta obie moje dłonie, a jej oczy błyszczą z niepohamowanej ekscytacji. – Tak, Elodie! Kiernan przychodzi! To moja szansa! Może dzisiejszego wieczoru w końcu mnie zauważy!*

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Ciepło basenu – Bez tchu pod władzą Dziedzica Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka