Perspektywa Elodie
Wpatruję się w Nyarę, a mój mózg z trudem próbuje przetworzyć słowa, które właśnie wyszeptała w chłodne nocne powietrze. Moje truskawkowe lody nadal topnieją, tworząc lepką, różową kałużę w zapomnianej miseczce leżącej na moich kolanach. Czy ona naprawdę właśnie wyznała, że chce oddać swoje dziewictwo Kiernanowi? Mojemu wrogiemu, okrutnemu przyrodniemu bratu?
– Nyara – mówię bardzo ostrożnie, zmuszając szczękę do rozluźnienia, gdy dobieram słowa. – Nie uważasz, że... może zaniżasz swoje standardy? Czekając na kogoś, kto może nigdy cię nawet nie zauważy?
Jej twarz rzednie. Pełne nadziei światło w jej oczach natychmiast gaśnie i przez sekundę boję się, że naciskałam zbyt mocno. Ale ona przełyka ciężko ślinę, opuszczając wzrok na swoje kolana, wypuszcza drżący oddech i oferuje autoironiczny uśmiech.
– Auć. To zabolało – mruczy. Mruga szybko, walcząc z wilgocią zbierającą się w jej oczach. Podnosi drżącą dłoń. – Nie, nie przepraszaj. Może potrzebowałam tego posłuchać. Może potrzebowałam kogoś, kto w końcu powie mi, jak żałośnie teraz brzmię.
Moje serce pęka, widząc ją w bólu. Wyciągam rękę, odstawiając zrujnowane lody na drewniane deski huśtawki, i chwytam jej dłonie. Jej palce są lodowato zimne.
– Wcale nie jesteś żałosna – zapewniam ją łagodnie, ściskając jej palce. – W ogóle. Po prostu martwię się, że zostaniesz zraniona. On nie słynie z łagodnego usposobienia, Nyara.
– Próbowałam powstrzymać te uczucia, Elodie. Bóg jeden wie, że próbowałam – wyznaje. Z jej ust wyrywa się gorzki, pokonany śmiech. – Umawiałam się z innymi chłopakami. Powtarzam sobie, by pójść dalej, skupić się na cheerleadingu. Ale to nigdy nie działa. A kiedy widzę go z innymi dziewczynami... – Kręci głową, a jej głos łamie się, gdy przebijają się przez niego surowe emocje. – Robię się tak zazdrosna, że aż fizycznie robi mi się niedobrze. Wszyscy wiedzą, że Kiernan nie bawi się w związki. Po prostu zalicza i idzie dalej. Ale ciągle myślę, co jeśli to ja mogłabym być tą jedyną? Co jeśli mogłabym być dziewczyną, którą on faktycznie zatrzyma przy sobie?
Czysta desperacja w jej głosie łamie mi serce. Ściskam jej dłoń mocniej, pochylając się do przodu, by uchwycić jej spojrzenie w słabym świetle ogrodu.
– Nyara, spójrz na mnie. Jesteś niesamowita. Jesteś piękna, bystra i taka miła. Jeśli Kiernan cię nie zauważa, to jest to całkowicie jego strata, a nie twoja. Czy ty kiedykolwiek z nim rozmawiałaś? Tak naprawdę z nim rozmawiałaś i powiedziałaś, co czujesz?
Ona kręci głową gorączkowo, wzdrygając się i opierając o drewniane oparcie huśtawki.
– Nie ma mowy. Przeraża mnie odrzucenie. A co, jeśli wyśmieje mi się w twarz? Co, jeśli potraktuje mnie jak kolejną zdesperowaną dziewczynę, która mu się narzuca?
Szokujący, nagły pomysł formuje się w moim umyśle. Rozważam to przez sekundę. Jest to niekonwencjonalne, jasne, ale może faktycznie ominąć jej największy lęk.
– A co, jeśli nie musiałabyś ryzykować odrzucenia? – sugeruję, utrzymując cichy i opanowany głos. – A co, jeśli mogłabyś go poznać, nie dając mu do zrozumienia, że to ty?
Nyara pociąga nosem, marszcząc brwi w głębokim zakłopotaniu.
– Co masz na myśli?
– Zostań jego tajemniczą wielbicielką – wyjaśniam, a plan krystalizuje się, gdy tylko słowa opuszczają moje usta. – Dowiedz się, czym się interesuje. Jego ulubione przekąski, hobby poza lodowiskiem. Zacznij wysyłać mu przemyślane, anonimowe prezenty. Nic szalonego ani drogiego. Tylko drobiazgi, by pokazać, że zwracasz uwagę. Zrobi się ciekawy, kto mu je zostawia.
– Łał – szepcze, a w jej oczach powraca blask. Prostuje się na huśtawce. – Naprawdę zaczyna mi się to podobać.
– Prawda? A potem, jak już zdobędziesz jego uwagę, prosisz o jego numer i stajesz się tajemniczą znajomą z wiadomości. Budujesz z nim prawdziwą więź poprzez SMS-y bez presji bezpośredniego kontaktu. Pozwalasz mu najpierw poznać twój umysł. Jak już pozna prawdziwą ciebie – twoją osobowość, twój humor, twoje serce – to jak mógłby się w tobie nie zakochać?
– To jest... w sumie genialne. – Jej oczy rozszerzają się z rosnącej ekscytacji. Ogromny uśmiech rozjaśnia jej twarz, zmywając resztki smutku. – O mój Boże, Elodie! Jesteś najlepszą przyjaciółką, o której nie wiedziałam, że jej potrzebuję. Bardzo ci za to dziękuję!
Zarzuca mi ramiona na szyję, ściskając mnie w miażdżącym kości uścisku. Obejmuję ją, śmiejąc się z jej romantycznej nadziei. Dobrze jest jej pomóc, widzieć ją taką szczęśliwą i pełną życia.
Ale wtedy ciężkie, kłujące uczucie pełznie w górę mojego karku. Czuję na sobie czyjś wzrok. Ciężki, duszący ciężar napierający na moją skórę, wysyłający dreszcz w dół kręgosłupa.
Patrzę ponad ramieniem Nyary i zamieram.
Około dwudziestu stóp dalej, stojąc przy krawędzi oświetlenia patio przy stole z napojami, Kiernan wpatruje się prosto we mnie. Nie bierze drinka. Nie rozmawia ze swoimi hałaśliwymi kumplami z drużyny. Po prostu tam stoi, sztywny, z ciemnymi oczami wlepionymi w moje. Jego wyraz twarzy jest intensywny i nieodgadniony, jego brwi są ściągnięte, jakby próbował rozwiązać skomplikowaną, frustrującą zagadkę.
Oddech grzęźnie mi w gardle. Dlaczego on tak na mnie patrzy?
Moje serce natychmiast przyspiesza, bijąc w szaleńczym, ostrzegawczym rytmie o żebra. Chcę odwrócić wzrok, zerwać tę niewidzialną więź łączącą nas przez trawnik, ale jestem sparaliżowana samą siłą jego uwagi.
Zanim zdążę zmusić głowę do odwrócenia się, pojawia się Vespera. Porusza się jak rakieta naprowadzana na ciepło, wkraczając w jego przestrzeń osobistą i zaborczo oplatając ramiona wokół jego talii. Przyciska swoje ciało do jego boku, stając na palcach, by wyszeptać mu coś prosto do ucha.
Ten ruch w końcu zmusza Kiernana do zerwania kontaktu wzrokowego ze mną. Odwraca głowę w stronę Vespery, a ona natychmiast wykorzystuje to otwarcie, by odciągnąć go, kierując go w stronę grupy hokeistów. Nawet gdy odchodzi, moja skóra wciąż mrowi. Mogłabym przysiąc, że nadal czuję jego wzrok wypalający mi dziurę w plecach.
– Elodie?
Nyara przerywa nasz uścisk, odsuwając się, by przyjrzeć się mojej twarzy. Podąża za moim spojrzeniem, nie znajdując nic poza zatłoczoną, hałaśliwą imprezą.
– Co się stało? Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha.
– Nic – udaje mi się powiedzieć, zmuszając się do słabego, mało przekonującego uśmiechu. – Po prostu... nic.
– Chodź! – Zeskakuje z huśtawki, chwytając obie moje dłonie i ciągnąc mnie na nogi. Nieświadoma napięcia, które wciąż wisi w powietrzu, wprost wibruje z energii. – Chodźmy tańczyć! Jestem tak podekscytowana tym planem z tajemniczą wielbicielką, że mogłabym tańczyć całą noc!
– Och, ja raczej nie tańczę – protestuję, wbijając pięty w trawę. – Surowe zalecenia lekarza i takie tam.
– Nie bądź sztywniarą! Jedna piosenka nie zaszkodzi. Poza tym, musisz się trochę rozerwać!
Zanim zdążę sformułować kolejną wymówkę lub wyrwać ręce, ona ciągnie mnie w stronę prowizorycznego parkietu w pobliżu środka podwórka. Ciężki bas muzyki wibruje w moich butach. Nastolatki podskakują, śmieją się i kołyszą do rytmu w świetle girland.
Mimo moich początkowych protestów, pochłania mnie ta zaraźliwa energia. Nyara obraca mnie, prezentując absurdalne ruchy taneczne, które wywołują autentyczny chichot z mojego gardła. Podążam za nią, kołysząc się i podskakując. Chłodne, nocne powietrze omiata moją twarz. Na jedną krótką chwilę zapominam o moich fizycznych ograniczeniach. Zapominam o zasadach, ciągłych zakazach i podskórnym strachu, który rządzi moim istnieniem. Jestem po prostu normalną dziewczyną, która bawi się lepiej niż przez ostatnie tygodnie.
– To wspaniałe uczucie! – krzyczę przez dudniącą muzykę, nachylając się blisko ucha Nyary, by mnie usłyszała. – Nie bawiłam się tak dobrze od dawna!
– Widzisz? – Nyara śmieje się głośno, chwytając moje dłonie i obracając mną ponownie. – Mówiłam, że nie będzie tak źle!
Śmieję się głośniej, niż przez ostatnie miesiące. Moja klatka piersiowa faluje ze szczerej radości.
I wtedy mój niewidzialny czas się kończy.
Uderza we mnie jak pędzący pociąg towarowy. Przerażający ucisk zaciska się w moim wnętrzu. Czuję się, jakby gruba, żelazna obręcz miażdżyła moje żebra. Śmiech zamiera mi w gardle, ustępując miejsca ostremu, desperackiemu łapaniu powietrza.
Potem nadchodzi nieregularna, gwałtowna zmiana rytmu mojego serca. Moje tętno eksploduje, bijąc tak szybko i poza wszelką kontrolą, że przypomina uwięzionego ptaka obijającego się o klatkę. Nie mogę oddychać. Powietrze zamienia się w popiół w moich płucach.
Horror oblewa moją marznącą skórę, gdy uświadomienie uderza w mój spanikowany umysł. Zapomniałam wziąć swoje codzienne leki.
Moja klatka piersiowa staje w ogniu. To okrutne, duszące pieczenie, brutalne przypomnienie o moim kruchym ciele. Poważny atak ARVD. Moje ciało znów mnie zdradza, karząc za to, że udaję normalność, z powrotem przykuwając mnie do małych tabletek, które decydują o tym, czy żyję, czy padam na ziemię.
– Elodie? – Głos Nyary brzmi, jakby dobiegał spod wody, z odległości wielu mil. – Wszystko w porządku? Proszę! Powiedz coś... mogę jakoś pomóc?
– Auć! – krzyczę. Moje dłonie wędrują do klatki piersiowej, chwytając materiał koszulki w desperackiej próbie utrzymania w całości mojego słabnącego serca jedynie siłą woli.
– Ja... nie mogę... – Słowa wydobywają się jako słabe, urwane westchnienia.
Podwórko się przechyla. Świecące lampki zamazują się, tworząc długie, postrzępione smugi złota. Zaczynam widzieć ludzi wokół siebie podwójnie i poczwórnie, a ich twarze roztapiają się w przyprawiającym o zawrót głowy wirze.
– Elodie! – Przerażony krzyk Nyary przebija się przez gęstą mgłę wypełniającą mój mózg. – Elodie... proszę, nie rób mi tego! Proszę... co ci jest!
Moje kolana uginają się. Upadam, lądując twardo na trawie. Mam wrażenie, że ktoś zgniata moją klatkę piersiową i wyciska ze mnie życie. Desperacko łapię powietrze, ale moje płuca odmawiają rozszerzenia się.
Ciemność podkrada się z obrzeży mojego pola widzenia. Ledwo już słyszę muzykę. Moje ciężkie powieki zaczynają się zamykać, odcinając gasnące światło i spanikowaną twarz Nyary. Ból jest pochłaniającym wszystko ogniem, ciągnącym mnie w dół w otchłań.
Ale przedzierając się przez gęstą, ciężką mgłę nieświadomości, głęboki, znajomy głos odbija się echem w moich uszach.
– Trzymaj się, skarbie. Po prostu się trzymaj.
Tato?
















