POV Elodie
W mieście pachniało wilgotnym asfaltem i spalinami, gdy wraz z Kiernanem pędziliśmy wąską boczną uliczką. Intruz zniknął z parkingu apteki, ale ślady stóp były wyraźne, odciśnięte w mokrym betonie. Ściągnęłam mocniej kurtkę, z sercem kołaczącym w piersi, starając się jak najlepiej nadążyć za długimi, niewymagającymi wysiłku krokami Kiernana.
„Kiernan — czekaj!” – wydyszałam, ale on nie
















