Fatalna więź: Związana z najlepszym przyjacielem mojego brata

Fatalna więź: Związana z najlepszym przyjacielem mojego brata

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 2
Autor: Aeliana Moreau
12 cze 2026
*Elora* Droga do Akademii upłynęła w milczeniu, przerywanym jedynie cichym mruczeniem silnika. Nastroje Rowana były burzowe; niemal słyszałam trybiki obracające się w jego głowie, gdy próbował wymyślić, jak chronić mnie przed tym, co nas czekało. Ja miałam własne myśli — a konkretnie Kaelena. Ostatni raz widziałam Kaela dwa lata temu, w… tamtą noc. Nie powiedział ani słowa. Po prostu zniknął, zostawiając po sobie dezorientację, złamane serce i tysiąc pytań bez odpowiedzi. Teraz jechaliśmy prosto do miejsca, w którym się przede mną ukrywał. Nie wiedziałam, czego się spodziewałam — przeprosin? Odpowiedzi? A może po prostu satysfakcji z pokazania mu, że nie jestem już tą kruchą dziewczyną, którą zostawił. Podróżowaliśmy dokładnie przez trzynaście godzin i dwadzieścia minut, i miałam już serdecznie dosyć. Godzina samochodem z domu na lotnisko, dwanaście godzin lotów i ostatnie dwadzieścia minut siedzenia w kolejnym aucie. Akademia znajdowała się na odizolowanej wyspie Isandor — tam też rezydowała rada wilkołaków. Większość terenu stanowił las, a zasięg był beznadziejny. Próbowałam wykorzystać ostatnie minuty z telefonem, ale na nic się to zdało. Zaczęłam się zastanawiać, czy celowo nie zainwestowali w porządny sygnał, biorąc pod uwagę, że szkolące się alfy nie miały kontaktu ze światem zewnętrznym. Ale powiedzmy, że kiedy mój telefon zadzwonił i zdałam sobie sprawę, że rodzice znaleźli zostawioną przeze mnie wiadomość, wcale nie narzekałam na zły zasięg. Zobaczymy się ponownie — obiecałam sobie i im. Musiałam. Gdy w zasięgu wzroku pojawiły się potężne bramy Akademii, w moim żołądku zmieszały się strach i ekscytacja. Kute żelazne pręty zdobiły srebrne ryciny przedstawiające wilki w trakcie przemiany, a na samym szczycie dumnie spoczywał emblemat księżyca. Za bramami wyłaniał się rozległy kampus, którego kamienne budynki otaczał gęsty las. Było to miejsce zarazem piękne i złowrogie. Kierowca zaparkował samochód, a Rowan odwrócił się do mnie z mroczną miną. — Ostatnia szansa, żeby się wycofać. — Nie ma mowy — odparłam, łapiąc torbę. Bramy skrzypnęły, otwierając się przed nami, a ciężar tego, z czym miałam się zmierzyć, osiadł mi na barkach. Jednak pośród niepokoju jedna myśl płonęła jasnym blaskiem: Co pomyśli Kael, kiedy mnie zobaczy? *** Orientacja w Akademii była wirem przedstawiania nam zasad i regulacji. Zakaz komunikacji ze światem zewnętrznym. Zakaz opuszczania terenu do czasu ukończenia szkoły lub uzyskania specjalnego pozwolenia. Wyzwania odbywające się co dwa tygodnie, mające na celu wyeliminowanie słabych jednostek. Rzeczywistość tego wszystkiego była przytłaczająca, ale trzymałam głowę wysoko, zdeterminowana, by nie pokazać po sobie zdenerwowania. Tu i ówdzie widać było kilka kobiet, choć nie stanowiły nawet połowy w porównaniu do mężczyzn. Obecność Rowana była małym pocieszeniem, choć szybko porwał go tłum doświadczonych adeptów. Tymczasem ja zostałam sama, by odnaleźć się w nowym miejscu. I wtedy go zobaczyłam. Kaelen Vandar. Stał po drugiej stronie placu treningowego, a jego wysoka sylwetka była równie imponująca, jak ją zapamiętałam. Ciemne włosy opadały mu na czoło, a przenikliwe niebieskie oczy skanowały tłum z precyzją drapieżnika. Jak to, do cholery, możliwe, że był teraz jeszcze piękniejszy niż dwa lata temu? Miał teraz kilka blizn — parę na ramionach, jedną na policzku — a jego niegdyś jasna skóra stała się ciemniejsza i gładsza. Miał ramiona skrzyżowane na piersi, rozmawiając z kilkoma osobami, które, jak sądziłam, były pierwszoroczniakami jak ja, sądząc po tym samym wyrazie ekscytacji, którego nie widziało się u uczniów drugiego, trzeciego i czwartego roku. Chyba nigdy nie widziałam tyle mięśni u jednej osoby. I może dlatego, że był moim mate, a moja wilczyca w końcu ocknęła się z żalu minionych dwóch lat, moje kolana natychmiast stały się jak z waty, a w oczach zakręciły się łzy. Kael był… idealny. Jakby w końcu wyczuł mnie w morzu ludzi, gwałtownie odwrócił głowę w stronę dziedzińca, a jego oczy stały się szerokie i czujne. Kiedy jego wzrok spoczął na mnie, całe jego ciało sztywniało. Przez chwilę żadne z nas się nie poruszyło. To było tak, jakby setki wilków wokół nas przestały istnieć, a w tej chwili byliśmy tylko my. Może to sobie wyobraziłam, i pewnie tak było, ale emocje, które przemknęły przez jego twarz, sprawiły, że moje stopy drgnęły i zrobiłam krok naprzód. Wtedy jego wyraz twarzy stwardniał i odwrócił się, jakbym nie istniała. Ból w klatce piersiowej był ostry i natychmiastowy, ale stłumiłam go. Dobra. Niech udaje — pomyślałam gorzko. Niech zachowuje się tak, jakby tamta noc nigdy się nie wydarzyła. Myślałam, że wtedy był po prostu zagubionym dzieciakiem. Ale teraz był mężczyzną — z dwuletnim szkoleniem alfa za pasem. Jeśli chce grać upartego, będziemy grać upartego. Oboje wiedzieliśmy, że i tak będzie na mnie skazany przez najbliższe dwa lata, aż skończy szkołę. Byłam już w środku, więc nie było stąd wyjścia — chyba że w worku na zwłoki albo jako Alfa. — Jesteś w dormitorium Argent-Talon? — odezwał się głos za mną, sprawiając, że aż podskoczyłam z wrażenia. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam piękną, wysoką dziewczynę stojącą za mną; jej brązowe oczy były szerokie i wyczekujące, choć wyglądała też na znudzoną na śmierć. — Słucham? — zapytałam, niepewna, o co jej chodzi. Gestem wskazała na srebrną kartę magnetyczną, którą ściskałam w dłoni, a którą otrzymaliśmy po rejestracji. Nie zwróciłam na nią wystarczającej uwagi, by zauważyć, że jest na niej nazwa akademika i numer pokoju. To był klucz uniwersalny, do sal i sypialni. — Och — powiedziałam, spoglądając na kartę i zauważając, że inne wilki wokół mają karty w innych kolorach. — Tak. — Dobrze — mruknęła sucho, chwytając kartę i odczytując jej treść. — Elora, miło cię poznać. Jestem Slo. — Miło cię poznać, Slo — odparłam ze szczerym uśmiechem, na co jej kąciki ust lekko drgnęły ku górze. — Wzajemnie — wymamrotała. — Cieszę się, że widzę przynajmniej kilka kobiet w tej seksistowskiej budzie. I na nasze szczęście, jesteśmy współlokatorkami — ogłosiła, pokazując mi swoją kartę z tym samym numerem pokoju. Odetchnęłam z ulgą. Panicznie bałam się, że trafi mi się ktoś nie do zniesienia, ale Slo wydawała się… miła, mimo swojej… specyficznej osobowości. Wzięła mnie pod ramię, ciągnąc w stronę kolejki prowadzącej bezpośrednio do szkoły, gdzie wilki z wielkimi pudłami odbierały nasze urządzenia, zegarki — wszystko, co mogłoby nas połączyć ze światem zewnętrznym. — Boże, co to jest, szkoła wojskowa? — zadrwiłam, na co Slo parsknęła. — Raczej więzienie. Nie wierzę, że ludzie naprawdę cieszą się, że tu są. Zerknęłam na nią. — To dlaczego ty przyjechałaś? — Nie chciałam jej urazić i cieszę się, że tak tego nie odebrała. Uśmiechnęła się półgębkiem, strzelając gumą. — Żeby pokazać moim dupkowatym braciom, że nie jestem jakąś słabą, mizerną samicą, której jedynym celem w życiu jest znalezienie swojego mate i rodzenie dzieci. — Przewróciła oczami. — Mam ich siedmiu. Trzech już tu jest, dwóch skończyło, a dwóch młodszych ode mnie zaczyna w przyszłym roku. Zaśmiałam się. — Mój brat też tu jest. To mój bliźniak. Ja przyjechałam w sumie z podobnego powodu — skłamałam częściowo. Ale rzeczywiście, jakaś część mnie chciała udowodnić wszystkim, że się mylą. Przechyliła głowę, taksując mnie wzrokiem. — Bliźniak, co? Jeśli jest takim ciachem jak ty, to może on— — Boże, przestań proszę! — wybuchnęłam śmiechem. — To mój brat, fuj! Zawtórowała mi śmiechem, a jej śmiech był piękny. Już czułam, że zostaniemy dobrymi przyjaciółkami. — Nie martw się, Elora. Poradzimy sobie i udowodnimy tym wszystkim palantom, że się mylili. Instynktownie zerknęła za siebie, tam gdzie wcześniej stał Kael, ale miejsce było już puste. — Tak. Udowodnimy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Fatalna więź: Związana z najlepszym przyjacielem mojego brata | Czytaj powieści online na beletrystyka