*Elora*
Pierwszy sen wcale nie przypominał snu.
Ogień lizał krawędzie mojego pola widzenia, nie był ciepły i zachęcający, lecz gwałtowny, żywy. To nie był rodzaj płomienia, który niszczy przez przypadek. To był płomień, który polował. Który pożerał. Moje stopy stąpały po popiele, jakby przyciągane przez coś niewidzialnego, coś starożytnego. Cienie wiły się wokół drzew, a nade mną księżyc był napuc
















