*Elora*
Ranek — lub to, co w tym miejscu za niego uchodziło — wkradł się bez fanfar. Nie było okien, które zwiastowałyby przybycie słońca, jedynie delikatna zmiana w świetle pochodni, które przesączało się przez szczeliny powyżej, rzucając postrzępione złoto na zimną kamienną podłogę. Nie spałam, nie tak naprawdę. Pomiędzy gryzącym naciskiem łańcuchów a tępym bólem pozostawionym po zerwanej magii,
















