*Varis*
Ogień już przygasł, gdy przybył posłaniec.
Stałem na skraju czegoś, co niegdyś było południową strażnicą Rady — teraz pozostały z niej jedynie zwęglone belki i nasiąknięte krwią błoto. Niebo powyżej było zachmurzone, spowijając wszystko matową szarością. Wcześniej padało. To był ten rodzaj deszczu, który nie potrafi niczego zmyć do czysta. Ani odoru popiołu. Ani krwi plamiącej ziemię. A ju
















