Harper
Żołądek mi wykręciło. Moje nazwisko w jego ustach brzmiało jak wyrok. Dłoń Declana drgnęła u jego boku, jakby chciał mnie zatrzymać, ale wiedział, że nie może.
Postąpiłam naprzód, powoli. – Tak?
Strażnik przechylił głowę. – Musimy porozmawiać o pani… dokumentach rekrutacyjnych.
Ciało Declana się napięło.
A we mnie coś pękło.
Nie ze strachu.
Ze zrozumienia.
Bo tu wcale nie chodziło o rekruta
















