Harper
Wracaliśmy po własnych śladach przez dziedziniec, czułam ciężar książki w torbie. Declan trzymał się blisko, jego obecność była pewnym punktem oparcia w chłodnym, nocnym powietrzu. Znajome mury akademii wyrastały wokół nas, słabo oświetlone migoczącymi latarniami, a ich spokój wydawał się kruchą zasłoną skrywającą niebezpieczeństwa czające się w cieniach.
Zwolniliśmy przy rogu obok dormitor
















