Harper
Pokój wydał się nagle mniejszy, a cisza między nami cięższa niż kamień.
– Kto? – zapytałam niemal szeptem.
Grdyka mu podskoczyła, gdy przełknął ślinę. – Wołała je po imieniu. – Zawahał się, aż w końcu pozwolił temu słowu upaść; było ciche, ale wystarczająco ostre, by mnie przeszyć. – Harpenya.
Świat jakby się zatrzymał. Klatka piersiowa mi się zacisnęła, serce uderzyło raz – drugi – a potem
















