Harper
Była już 7:45 rano, kiedy wyszłam z dormitorium, a słabe światło późnego poranka rozlewało się po dziedzińcu. Moje trampki skrzypiały na cienkiej warstwie szronu, ale ledwie czułam chłód. Mój umysł wciąż był uwięziony w resztkach tamtego snu.
Lgnął do mnie jak druga skóra — każdy dźwięk, każdy cień, każde słowo odbijało się echem w głębi mojej czaszki. Nie mogłam się go pozbyć, nieważne jak
















