Harper
Przez resztę drogi jechaliśmy w milczeniu, mruczenie silnika i cichy dźwięk deszczu bębniącego o przednią szybę wypełniały przestrzeń między nami. Zanim dotarliśmy do Wolfcreek, miasto w większości już spało — latarnie migotały miękko, malując mokry chodnik złotem i srebrem. Powietrze na zewnątrz było chłodne, niosło słabą woń nasiąkniętego deszczem asfaltu i sosny z pobliskich lasów.
Jakie
















