Harper
Niski skrzyp przetoczył się przez hol, głęboki i powolny, niczym stare drewno pracujące pod ciężarem.
Ale tu nie było drewna. Tylko kamień.
Dłoń Declana musnęła moje ramię – nie po to, by mnie pocieszyć, lecz by mnie zatrzymać. Jego oczy pozostawały utkwione w górze.
Cienie nad nami znów się poruszyły.
Tym razem to nie był tylko ruch. To był kształt.
Długi. Smukły. Przywierający do ściany,
















