Harper
– Co... co ty tu, do diabła, robisz? – Jego głos przeciął powietrze, ostry i zimny, każda sylaba uderzała w moją skórę niczym lód. Jego oczy były utkwione we mnie, burzliwe i nieprzeniknione, pełne mieszanki gniewu, zagubienia i czegoś jeszcze, czego nie potrafiłam zidentyfikować. Moja klatka piersiowa się zacisnęła i poczułam się, jakbym została przyłapana w miejscu, do którego nie należę.
















