Declan
Stał tam przez długi czas, wpatrując się w miejsce, w którym przed chwilą stała – powietrze wciąż było ciężkie od jej zapachu, słabego i znajomego, pachnącego jak deszcz, sosny i coś, co już do mnie nie należało.
Mówiłem sobie, żeby oddychać. Żeby się ruszyć. Żeby za nią nie iść.
Ale to nie miało znaczenia.
W sekundzie, w której zniknęła za rogiem, coś we mnie pękło.
Odwróciłem się na pięci
















