Harper
W Skrzydle Wschodnim było zbyt cicho, kiedy tam dotarłyśmy. To nie była zwykła cisza, jakiej można by się spodziewać w miejscu, do którego nikt nie zagląda – była cięższa, gęsta i przytłaczająca, jakby nawet ściany czekały na nasz ruch.
Drzwi majaczyły na końcu korytarza, masywne i czarne, pokryte lekko lśniącymi runami, które pełzały po powierzchni niczym żyły. Im bliżej byłam, tym mocniej
















