Zakazany człowiek Alfy

Zakazany człowiek Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 3
Autor: Aeliana Moreau
5 cze 2026
Harper — No wiesz, czy jesteś zrodzona z Alf? Bet? Czy może… — obniżyła głos dramatycznie — …Likanów? Starałam się zachować spokój, mimo że żołądek mi się ścisnął. — Uhm… są po prostu normalni, tak mi się wydaje? Sloane uniosła brew. — Normalni? Znaczy… linie krwi Bet? Nie miałam pojęcia, co to znaczy. Po prostu pokiwałam niejasno głową. — Tak, coś w tym stylu. Piper zmarszczyła brwi, zdezorientowana. — Ale twój zapach jest jakiś taki… dziwny. Taki… subtelny. Nie niedorozwinięty. Tylko… — Zmarszczyła nos i zawiesiła głos. Lily wtrąciła się łagodnie. — Pewnie jeszcze nie przeszła przemiany. Niektórzy z nas zmieniają się dopiero później. Może nawet w drugim semestrze. — Albo może — powiedziała powoli Sloane — coś ukrywa. Te słowa nie były wprost złośliwe, ale sposób, w jaki je wypowiedziała, sprawił, że włoski na moich ramionach stanęły dęba. — Niczego nie ukrywam — odparłam. Co technicznie było prawdą. Po prostu sama też niczego nie rozumiałam. Maeve w końcu podniosła wzrok, jej oczy były chłodne i zaciekawione zza pasm lodowatoniebieskich włosów. — Nie jesteś stąd, prawda? — zapytała. — Nie. Przeprowadziłam się wczoraj. Skinęła powoli głową, jakby to coś wyjaśniało. Sloane klasnęła w dłonie. — Dobra, przedstawiamy się. Jestem Sloane Mercer. Zrodzona z Alf. Lily uśmiechnęła się lekko. — Lily Foster. Zrodzona z Bet. Moja rodzina zazwyczaj dba o równowagę… mniej u nas dramatyzmu niż u niektórych. Piper przechyliła głowę, wciąż patrząc na mnie z ciekawością. — Piper Quinn. Linia krwi Bet. Maeve odrzuciła błękitne włosy na ramię. — Maeve Sterling. Też zrodzona z Alf. Żołądek wykręcił mi się boleśnie. Nagle zachciało mi się być gdziekolwiek, byle nie tutaj. Cisza przeciągała się na tyle długo, że zrobiło się niezręcznie, więc odchrząknęłam i spróbowałam nadać głosowi swobodny ton. — Więc… uhm… Czy mogę o coś zapytać? To pewnie strasznie głupie pytanie. Piper natychmiast się ożywiła. — Takie lubię najbardziej. Posłałam jej niepewny uśmiech. — Declan powiedział wcześniej coś dziwnego. Stwierdził, że „dziwnie pachnę”. A potem wy mówiłyście o krwi Alf i Likanach i po prostu zastanawiam się… co to w ogóle znaczy? To coś w rodzaju… rangi społecznej czy jak? Lily zamrugała, szczerze zdziwiona. — Czekaj… ty nie wiesz? — Czego nie wiem? Sloane wyprostowała się, a jej oczy nieco się zwęziły. — Jak to: nie wiesz? — Czego nie wiem?! — zapytała ponownie, a moje serce zaczęło bić szybciej. Nastąpiła krótka pauza. A potem Piper wyszczerzyła zęby, ale nie był to kpiący uśmiech — była po prostu zaskoczona. — Czekaj. Ty naprawdę nie wiesz? — Niech mi ktoś w końcu powie! Maeve cicho zamknęła książkę, splatając dłonie na kolanach, jakby to była jakaś starożytna ceremonia, w którą właśnie wdepnęłam. Patrzyła na mnie tak, jak patrzy się na zagadkę, której nie wiadomo jak rozwiązać. — O świecie wilkołaków — powiedziała spokojnie. Mrugnęłam. — Słucham? Piper przechyliła głowę. — No wiesz… wilki? Watahy? Pełnia? Przemiana? — Ja… — Wydałam z siebie krótki, urywany śmiech. — Czekajcie. Chwila. Czy wy mówicie poważnie? Sloane się nie zaśmiała. Pozostałe też nie. Nikt nie powiedział „żartujemy”. — Mówicie poważnie — powtórzyłam. Mój głos był teraz bardziej beznamiętny. — Naprawdę mówicie o… wilkołakach. Maeve skinęła głową. — Tak. Wpatrywałam się w nią, czekając na puentę. Nie nadeszła. Coś we mnie zamarło. Nie uciszyło się — po prostu zamarzło. — Myślałam, że to normalny college — powiedziałam powoli. — Strasznie odludny, może trochę sekciarski, ale wciąż… college. Z normalnymi ludźmi. Oczy Sloane błysnęły. — Zdefiniuj „normalny”. — Nie, serio — rzekłam, znów się śmiejąc, ale śmiech brzmiał blado. — Żartujecie sobie, tak? To jakaś dziwna inicjacja dla nowicjuszy w Crescentfall. Wybieracie jedną świeżynkę i wmawiacie jej, że trafiła do Hogwartu dla wilków. Maeve potrząsnęła głową. — To nie żart. — Ale… wilkołaki nie istnieją — szepnęłam. Nikt nie odpowiedział. Zamiast tego Piper pochyliła się ku mnie, a jej mina złagodniała. — Istnieją. My nimi jesteśmy. Wpatrywałam się w nią. — Co? — Likani, Bety, Alfy — to wszystko prawda — powiedziała łagodnie Lily. — Nie udajemy. — Ja nie… znaczy, co do cholery? Jak to: prawda? Jak to może być prawda?! Sloane wzruszyła ramionami. — Zapisałaś się do Crescentfall Academy. Myślałaś, że ta nazwa jest przypadkowa? — Tak! To znaczy… nie! Nie wiem! Rodzice mnie zapisali, było stypendium, jakieś ulotki i… nikt mi nie powiedział, że zapisuję się do jakiejś… nadprzyrodzonej… szkoły dla wilków! Teraz wszystkie gapiły się na mnie już nie z oceną, ale z rosnącym zrozumieniem. Maeve mrużyła lekko oczy. — Nie wiedziałaś, co to za miejsce? — Nie! — powiedziałam, wstając z łóżka, podczas gdy serce waliło mi o żebra. — Nie wiedziałam, że istnieją wilkołaki, ani Likani, ani przeznaczeni partnerzy, ani że ten gość, który patrzył na mnie, jakbym w coś wdepnęła, to jakiś książę! W pokoju zapadła grobowa cisza. Potem Piper cicho westchnęła. — Czekaj. W takim razie… czym ty jesteś? — Jestem człowiekiem — odparłam, jakby to powinno wyjaśnić wszystko. — Po prostu… zwyczajnym, przeciętnym, nudnym człowiekiem. Kolejna cisza. Jeszcze dłuższa. Usta Sloane lekko się rozchyliły. — Nie żartujesz. — Nie! — krzyknęłam zbyt głośno. Maeve powoli wstała, jej głos był spokojny, ale poważny. — To… niemożliwe. Ludzie tu nie trafiają. — Cóż, jak widać ja trafiłam — warknęłam, a głos mi drżał. — Nie wiedziałam, że to wilkołaczy Hogwart, jasne?! Powiedzieli mi tylko, że to college w górach ze świetnym programem terenowym. — Program terenowy — powtórzyła Piper, jakby to była najzabawniejsza rzecz, jaką w życiu słyszała. — O moja Bogini. — Ale masz plan zajęć — zauważyła Lily. — Z magią. I przemianą. — Myślałam, że to tylko dziwne nazewnictwo kursów — wymruczałam. — Taki kreatywny branding. Nie wiem! Nie sądziłam, że to oznacza dosłowne zmienianie się w wilki. — O mój księżycu — powiedziała Piper, siadając ciężko. — Jesteś pierwszym człowiekiem w historii Crescentfall. Tak w ogóle. — To niemożliwe — powtórzyła Sloane, ale nie brzmiała już tak pewnie. Maeve wpatrywała się we mnie z namysłem. — Chyba że ktoś w administracji popełnił błąd. Piper pstryknęła palcami. — Czekaj! W tym roku zatrudnili kogoś nowego w dziekanacie. Słyszałam, że nie miała o niczym pojęcia — ciągle źle segregowała dokumenty. — O moja Bogini — szepnęła Lily. — Ona pewnie nigdy nie zapytała, jakiego gatunku jest Harper. Żołądek podszedł mi do gardła. Maeve skinęła powoli głową, potwierdzając to w myślach. — Tak to się stało. Usiadłam z powrotem, gwałtownie. — Jestem w szkole pełnej wilków. — Jesteś w szkole pełnej wilkołaków, Likanów i kilku innych rzeczy — poprawiła mnie Sloane. — I każdy z nich poczuł cię w sekundzie, gdy tylko tu weszłaś. Zakręciło mi się w głowie. — Więc… dlaczego nikt mnie jeszcze nie wyrzucił? Maeve przechyliła głowę. — Bo nikt cię nie zgłosił. Jeszcze nie. Lily spojrzała na nią. — My tego nie zrobimy, prawda? Maeve nie odpowiedziała. Ale Piper nagle chwyciła mnie za rękę. Jej uścisk był zaskakująco silny — albo i nie, biorąc pod uwagę, że była wilkołakiem. — Nikomu nie powiemy — zadeklarowała. — Prawda? Sloane skrzyżowała ramiona. — To zależy. — Od czego? — zapytałam, ledwie oddychając. — Od tego, czy jesteś warta ryzyka — odparła po prostu. I jakimś cudem to przestraszyło mnie bardziej niż cokolwiek innego, co usłyszałam tego dnia.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Zakazany człowiek Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka