***Hazel***
Między nami przeciąga się cisza.
Głos Gideona jest niski, gdy znów się odzywa: – Czy oni kiedykolwiek naprawdę cię widzieli?
Kręcę głową. – Nie do końca. Lubili to, co potrafiłam zrobić. To, co ułatwiałam. Nie... mnie.
Jego spojrzenie ciemnieje. Nie ze złości na mnie. Na nich.
– A kiedy przestałaś im dawać? – pyta.
– Złościli się – odpowiadam. – Byli zdezorientowani. Jakby nagle zepsuł
















