***Hazel***
Pierwsze rzędy są zbyt wyeksponowane. Zbyt widoczne.
Ludzie by przechodzili. Gapili się. Czytali imiona z obojętnością podczas niedzielnego spaceru, jakby to było nic takiego.
Mój wzrok przykuwa daleki, prawy róg.
– Tutaj – mówię, wskazując palcem. – Z tyłu, blisko linii drzew.
Beatrice pochyla się nad dużą mapą cmentarza rozłożoną na jej wypolerowanym biurku. Jej wypielęgnowany palec
















