***Hazel***
Dyrektorka zatrzymuje mnie, zanim docieram do pokoju matki.
Jej dłoń unosi się łagodnie, nie chwytając, bez siły, ale wystarczająco, by zahamować mój ruch naprzód, jak fizyczne ostrzeżenie, którego jeszcze nie pojmuję.
– Panno Hayes – odzywa się cicho. Zbyt cicho.
Mimo to patrzę w głąb korytarza. Drzwi są oddalone zaledwie o kilka kroków. Prawie widzę znajomy róg łóżka przez szparę. –
















