***Gideon***
Zamykam drzwi do biura i odwracam się dokładnie w momencie, gdy Harrison Croft wyciąga rękę.
Przyjmuję ją.
Jego uścisk jest mocny. Wyważony. Nie jest typem człowieka, który musi sobie coś rekompensować.
– Croft – mówię.
– Thorne – odpowiada swobodnie. – Trochę minęło.
– Owszem.
Wygląda dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy widziałem go po raz ostatni — neutralny garnitur, brak widocznych
















