***Gideon***
Max wpatruje się we mnie, jakby widział coś nowego. Albo coś, czego wolałby nie widzieć.
– Jezu – mruczy.
Ledwie to rejestruję.
Cała moja uwaga skupiona jest na Hazel.
Stoi tam z wyprostowanymi ramionami i uniesioną brodą, próbując wyglądać na silną, podczas gdy wszystko w niej się rozpada. Jocelyn podchodzi bliżej, dotykając jej ramienia, dodając jej oparcia.
– Haze, nic ci nie jest?
















