***POV: Hazel***
Powietrze na komisariacie jest gęste i stęchłe, osiadając na mojej skórze w sekundzie, w której przechodzę przez ciężkie, podwójne drzwi. Ostro pachnie spaloną, kilkugodzinną kawą i agresywnym, przemysłowym środkiem dezynfekującym, który szczypie w tył gardła. Siedzę idealnie sztywno na twardym, plastikowym krześle przy recepcji, dłonie mam bezpiecznie złożone na kolanach. Zmuszam
















