***Gideon***
Powoli opadam z powrotem na krzesło; ten ciężar przygniata mi klatkę piersiową.
– Ja tego nie robię – mówię cicho. – Ja nie… potrzebuję ludzi.
Max wzrusza ramionami. – Każdy kogoś potrzebuje.
– Ja zastępuję ludzi – rzucam ostro. – Tak to tu działa.
– A jednak – zauważa, wskazując w stronę szklanej ściany – ona jest niezastąpiona.
Przełykam ślinę.
– Sprawia, że to wszystko funkcjonuje
















