***Hazel***
Przyjeżdżam wcześnie.
Nie dlatego, że jestem chętna do pracy. Nie dlatego, że dobrze spałam.
Dlatego, że rutyna jest jedyną rzeczą, która nadal ma sens.
Jocelyn wchodzi obok mnie chwiejnym krokiem, brzęcząc kluczami, z w połowie okiełznanymi włosami i okularami przeciwsłonecznymi wciąż spoczywającymi na głowie, mimo że jesteśmy w budynku.
– Nienawidzę poranków – mruczy. – Ale kocham te
















