***Hazel***
Jocelyn się gapi.
Niesubtelnie. Niegrzecznie. Całkowicie, z opadłą szczęką i oczami przeskakującymi między dwoma mężczyznami stojącymi przed naszymi biurkami, jakby zmaterializowali się z powietrza.
Obaj są ubrani w ciemne garnitury. Żadnych odznak. Żadnych uśmiechów. Jeden z nich ma ręce splecione przed sobą jak posąg. Drugi skanuje wzrokiem podłogę, sufit, wyjścia – wszystko z wyjątk
















