***Gideon***
Ona po prostu drży.
Jej ciało wzdryga się raz, potem drugi, a dźwięk, który z niej uchodzi, jest cichy i załamany, i w niczym nie przypomina tamtego ostrego krzyku. Natychmiast przyciągam ją mocniej do siebie; jedno ramię owijam wokół jej ramion, drugim otulam tył jej głowy, i kołyszę ją bez zastanowienia.
W tył i w przód.
Powoli.
Miarowo.
Jakby była czymś kruchym.
Jakby była moja.
–
















