***Gideon***
W chwili, gdy wchodzę do budynku, wiem, że popełniłem błąd.
Bo oto tam – tuż przy stanowisku ochrony, za bramkami i polerowanym marmurem – stoi Blair.
Płacze.
To nie są ciche łzy. Ani pełen godności smutek. To totalny szloch, trzęsące się ramiona, rozmazany na twarzy tusz do rzęs, gdy zaciska dłonie na krawędzi biurka i domaga się widzenia ze mną, jakby nastąpił koniec świata.
Zerkam
















