***Hazel***
– Moja matka upadła – mówię. Prosto z mostu. – Podczas przenoszenia.
Nie reaguje.
– Jak poważnie? – pyta.
– Nic jej nie jest – odpowiadam szybko. – Roztrzęsiona. Brak złamań. Ciągle o mnie pyta.
Wzrok Gideona nie opuszcza mojej twarzy. – A ty zostałaś.
– Tak.
Niezachowawczo. Bez dumy.
Zwykły fakt.
– Pytali, kiedy przyjedziesz – mówi.
Kiwam głową. – Jadę tam wieczorem.
Kolejna pauza.
–
















