***Hazel***
Na korytarzu słychać słabe echo kroków.
Nie spieszą się. Są miarowe.
Prostuję się odruchowo, wygładzając dłońmi płaszcz, jakby sama postawa mogła mnie ochronić.
– Cokolwiek się wydarzy – mówi pod nosem Jocelyn – nic więcej nie mów. Ani słowa. Niech mówi Preston.
Kiwam głową.
Drzwi otwierają się ponownie.
Tym razem pracownik nie jest sam.
A nerwowy ucisk w żołądku zmienia się w coś znac
















