***Gideon***
Nie wzywam Hazel do swojego gabinetu dlatego, że jestem zły.
Już to samo powinno dać mi do myślenia.
Stoję przy oknie, kiedy puka, z jedną dłonią wciąż opartą o szybę, jakbym oczekiwał, że miasto mi odpowie. Hol znów wygląda normalnie. Zbyt normalnie. Jakby nic się nie stało.
– Wejdź – mówię.
Wchodzi do środka i zamyka za sobą drzwi bez pytania. To nowość. A może dopiero teraz to zauw
















