***Hazel***
Drzwi ledwie zdążyły zatrzasnąć się za nami z cichym kliknięciem, gdy rozległo się pukanie.
Nie było to grzeczne pukanie.
Agresywne też nie.
Po prostu… było.
Jocelyn zamiera w pół kroku. Odwracam się, serce znów podchodzi mi do gardła, a ona posyła mi spojrzenie, które mówi *błagam, tylko nie kolejna niespodzianka*, po czym podchodzi do drzwi.
Otwiera je.
Stoi tam jakiś mężczyzna.
Cały
















