Przewracam oczami na niego i te jego wygłupy.
– Spokojnie, Panie Przerośnięty Psie Obronny, to tylko alarm przeciwpożarowy – mówię sarkastycznie, przeciskając się obok niego, by znów dostać się do kuchenki.
Ponieważ rozproszył mnie swoim silnym, stanowczym uściskiem i tym pocałunkiem, który rozdarł moją psychikę, zapomniałam o bekonie smażącym się na patelni. Zaczął się palić, a dym uniósł się w s
















