Restauracja jest ekskluzywna i skąpana w półmroku, z białymi obrusami, kwartetem smyczkowym grającym w rogu i kelnerami, którzy nie mrugają, póki nie dostaną napiwku.
Zostajemy usadzeni w prywatnej loży z czerwonymi, aksamitnymi poduszkami, a butelka Barolo została już dekantowana.
„Wina?” – pyta Thane.
„Poproszę” – to jedyna odpowiedź, na jaką mnie stać, gdy gapię się z podziwem na otaczający mni
















