Siedzimy obok siebie na spaczonej drewnianej ławce przy żałosnej imitacji kiosku z przekąskami na polu do minigolfa, nasze nogi stykają się delikatnie. Moje slushie robi wszystko, co w jego mocy, by zafundować mi zmrożenie mózgu i sprawić, bym zapomniała, jak chwilę temu wylałam kawałek serca jak dzieciak potykający się z kartonikiem soku – chaotycznie, bez planu, ale jakoś tak nieuchronnie.
Thane
















