Robię krok do przodu. Potem kolejny.
Griffin mruczy coś za mną. Ostrzeżenie? Przekleństwo? Nie łapię tego. Ale mnie to nie obchodzi.
Muzyka cichnie do poziomu tła, gdy moje widzenie zwęża się do jednego, pojedynczego punktu po drugiej stronie sali. Nie jestem już świadomy migoczących punktów świetlnych zwieszających się z krokwi ani nawału instrumentów smyczkowych wznoszącego się wokół nas jak cer
















