Drzwi windy prowadzącej do apartamentu otwierają się i wchodzimy do chłodnego, skąpo oświetlonego, luksusowego holu. Dłoń Thane’a znów spoczywa na dole moich pleców, ciepła i solidna, gdy prowadzi mnie w stronę swoich wielkich, imponujących drzwi wejściowych. Powietrze jest tu inne – w jakiś sposób cięższe – i przesycone cichym przepychem, o którym czytałam tylko w książkach lub widziałam w magazy
















