Nie spałam. *Znowu*. Nie przez Thane’a, a przynajmniej nie *tylko* przez niego. To przez to wymyślne zaproszenie, przez tę cholerną sukienkę, która wisi teraz w rogu mojej sypialni niczym ucieleśnienie potępienia, i przez ten liścik od Griffina-ukośnik-Mike’a, który zamienił mój mózg w strefę działań wojennych.
Jedna strona chce iść. Wparować na tę galę w głębokim fiolecie aksamitu i podpalić świa
















