Drzwi windy rozsuwają się z cichym dźwiękiem, ale równie dobrze mógłby to być jęk dzwonu pogrzebowego. Wychodzę na polerowane szklano-chromowane korytarze Draeven Biotech jak skazaniec wracający do swojej celi.
Wszystko wydaje się... głośniejsze. Szuranie moich butów o marmurowe płytki. Cichy gwar rozmów dobiegający z open space'u. Sterylny szum świetlówek nad głową. Idę przez to wszystko jak duch
















