Niebo ma kolor starych siniaków – dymne fiolety, nastrojowe szarości i ten upiorny rodzaj złota, który sprawia, że powietrze wydaje się wstrzymywać oddech – gdy wychodzę przed drzwi wejściowe, z rękawami bluzy podciągniętymi do łokci, zmiętym paragonem za jedzenie na wynos w jednej ręce i przepełnionym workiem na śmieci w drugiej. Leniwy wczesnowieczorny wiatr niesie mokre liście i coś przypaloneg
















