Znowu to robi. Mówi do mnie jak do niegrzecznego dziecka. Przed innym mężczyzną. Mężczyzną, który jest, *oczywiście*, plebejuszem.
I ten uśmiech, ten sacharynowy uśmiech, który kieruje w moją stronę, sprawia, że mam ochotę przełożyć ją przez kolano, sprać jej boski tyłek, aż zaczerwieni się od odcisku mojej dłoni, a potem pieprzyć ten tyłek, aż będzie krzyczeć moje imię i błagać o wybaczenie.
Nie
















