Wpatruję się w miasto, jakby było mi coś winne. Jakby wpatrywanie się w panoramę metropolii wystarczająco długo mogło sprawić, że dostrzegę moment, w którym wszystko zaczęło popadać w szaleństwo.
W biurze jest zbyt cicho, nawet jak na sobotę. Przejrzałem każdy dokument na biurku. Trzy razy. Na maile odpowiedziałem. Wszystkie telefony oddzwoniłem. Różne raporty zostały zatwierdzone czerwonymi ukośn
















