Budzę się gwałtownie, resztki wczorajszej chaotycznej kołomyi wciąż wirują w mojej głowie jak burza, która nie chce ustąpić. Mój umysł jest ociężały, a jeśli mam być szczera, moje ciało czuje się, jakbym została potrącona przez ciężarówkę – *wielokrotnie*. Ale jest niedziela i mimo wszystko odmawiam pozwolenia, by mój nastrój pikował w dół. *O nie, nie dzisiaj, szatanie.*
Przewracam się w łóżku, j
















