Zgarnia apteczkę ze stolika bocznego, podchodzi i sadowi ten swój smakowity tyłek na kanapie obok mnie. Upewnia się, że nasze nogi się nie stykają, co każe mi myśleć, że nie jest tak obojętna na mnie, jak chciałaby, żebym wierzył. *Przetestujmy tę teorię, dobrze?*
„Podnieś rękę i siedź spokojnie” – rozkazuje, a mnie bawi, że myśli, iż może mną rządzić.
Bez słowa zarzucam ramię na oparcie kanapy, b
















