**Thane**
Około południa wycofuję się do swojego biura, mając, kurwa, dość, trzaskając drzwiami za sobą mocniej niż to konieczne, aż szyby i kryształowe karafki w pomieszczeniu brzęczą.
Siadam przy moim masywnym mahoniowym biurku i wpatruję się niewidzącym wzrokiem w sterty dokumentów wymagających mojego podpisu. Sięgam po pióro, by mieć to z głowy, ale zatrzymuję się w połowie.
Zamiast tego moja
















