W sekundzie, w której wchodzę na salę balową, świat się zmienia.
Nie w sensie poetyckim. Nie w jakiś oklepany, metaforyczny sposób. Mam na myśli *dosłownie*. Dźwięki w sali cichną, oświetlenie łagodnie sączące się z sufitu zakrzywia się, a każde bicie serca tutaj zwalnia – każde oprócz mojego.
A potem – jest ona. Harley.
Znalezienie jej w tłumie zajmuje mi pół sekundy, mimo że moje oczy nie powinn
















