W chwili, gdy muzyka cichne, palce Thane’a odsuwają się od moich, jakby odrywał coś, czego nie chce stracić, w powolnym, niechętnym odwrocie. Robi krok w tył, ale widać wyraźnie, że wcale tego nie chce. Na jego szczęce drga mięsień – jest spięta, napięta, jakby kryło się za nią coś, czego nie powiedział, albo coś, co wciąż przetrzymuje jako zakładnika za tymi swoimi oczami o barwie północy.
I może
















